Dlaczego dziecko odkłada wszystko na ostatnią chwilę?

[REKLAMA]

Praca domowa zaczyna się późnym wieczorem, strój na WF jest szukany pięć minut przed wyjściem, a projekt szkolny „nagle” okazuje się mieć termin na jutro. Z perspektywy rodzica wygląda to jak brak odpowiedzialności albo zwykłe lenistwo. Tymczasem odkładanie zadań na później często ma więcej wspólnego z trudnością w rozpoczęciu działania, oceną czasu, emocjami i sposobem organizacji niż z brakiem chęci.

Najlepsza reakcja nie polega więc na ciągłym przypominaniu: „zrób to wcześniej”. Znacznie skuteczniej jest ustalić, co dokładnie zatrzymuje dziecko przed rozpoczęciem zadania i zmienić sposób, w jaki obowiązek jest przedstawiany.

Odkładanie nie zawsze oznacza, że dziecku się nie chce

Dorosły widzi proste zadanie: usiąść, zrobić matematykę, spakować plecak i mieć spokój.

Dziecko może widzieć coś zupełnie innego: trudny sprawdzian, kilkanaście przykładów, możliwość popełnienia błędu i godzinę siedzenia przy biurku.

Im większe i bardziej nieprzyjemne wydaje się zadanie, tym łatwiej wybrać coś, co przynosi natychmiastową przyjemność — zabawę, telefon, rozmowę albo jeszcze jeden odcinek serialu.

To nie znaczy, że obowiązki można dowolnie ignorować. Pokazuje jednak, dlaczego samo powtarzanie polecenia często nie rozwiązuje problemu.

Najtrudniejsze bywa nie wykonanie zadania, ale rozpoczęcie

Dziecko może spędzić pół godziny na unikaniu pracy domowej, którą później wykonuje w 15 minut.

To bardzo charakterystyczna sytuacja.

Problemem nie była ilość pracy, tylko moment przejścia od przyjemniejszej aktywności do obowiązku.

Dorosłym również zdarza się podobne zachowanie. Odkładamy odpowiedź na wiadomość, telefon do urzędu albo rozpoczęcie dokumentu, choć samo zadanie okazuje się później znacznie prostsze, niż przewidywaliśmy.

Dlatego zamiast mówić:

„Masz zrobić całą pracę domową”

można ustawić pierwszy, bardzo mały krok:

„Wyjmij zeszyt i przeczytaj pierwsze polecenie”.

Jeżeli dziecko już zacznie, kolejny etap często przychodzi łatwiej.

Dzieci inaczej oceniają czas niż dorośli

„Zrobię później” może być dla dziecka szczerym planem.

Problem polega na tym, że później nie ma jeszcze konkretnej godziny, a przyszłe zadania wydają się mniej pilne niż to, co dzieje się teraz.

Szczególnie młodsze dzieci mogą mieć trudność z przewidywaniem, ile potrwa:

  • przygotowanie prezentacji,
  • przeczytanie rozdziału,
  • nauczenie się słówek,
  • spakowanie rzeczy na wycieczkę,
  • przygotowanie stroju na następny dzień.

Jeżeli uczeń zakłada, że projekt zajmie pół godziny, a w rzeczywistości potrzebuje dwóch godzin, nawet rozpoczęcie „wieczorem” może oznaczać pracę do późnej nocy.

„Masz czas do piątku” brzmi inaczej niż plan na kilka dni

Duży termin końcowy jest dla wielu dzieci zbyt abstrakcyjny.

Projekt oddawany w piątek może przez większość tygodnia wydawać się sprawą odległą. Dopiero w czwartek zaczyna wyglądać jak rzeczywisty problem.

Zamiast jednego terminu łatwiej ustalić kilka małych:

poniedziałek — wybór tematu
wtorek — zebranie materiałów
środa — przygotowanie treści
czwartek — poprawki i wydruk
piątek — oddanie.

Dziecko nie musi wtedy samodzielnie przeliczać dużego projektu na kolejne etapy.

Z czasem powinno coraz bardziej uczestniczyć w tworzeniu takiego planu, aż będzie potrafiło wykonać go bez pomocy rodzica.

Perfekcjonizm też może prowadzić do odkładania

Nie każde dziecko odkłada zadania dlatego, że są nudne.

Czasami problemem jest obawa, że efekt nie będzie wystarczająco dobry.

Uczeń może bardzo długo nie rozpoczynać wypracowania, ponieważ nie wie, jak napisać idealne pierwsze zdanie. Projekt plastyczny zostawia na ostatnią chwilę, bo ma w głowie wizję, której trudno dorównać.

Im wyższe oczekiwania wobec efektu, tym większa może być bariera przed rozpoczęciem.

Pomaga wtedy zmiana celu z:

„zrób to bardzo dobrze”

na:

„najpierw przygotuj pierwszą wersję”.

Pierwszy szkic może być niedoskonały. Jego zadaniem jest istnieć. Poprawki przychodzą później.

Lęk przed porażką może wyglądać jak brak zainteresowania

Dziecko, które obawia się, że sobie nie poradzi, może zacząć zachowywać się tak, jakby zadanie w ogóle go nie obchodziło.

„Nie chce mi się”, „to głupie”, „i tak tego nie zrobię” mogą czasem pełnić funkcję ochronną.

Jeżeli nie spróbuję naprawdę, nie będę musiał mierzyć się z możliwością, że sobie nie poradzę.

W takiej sytuacji presja może zwiększyć opór.

Lepszym punktem wyjścia jest ustalenie, który fragment zadania wydaje się najtrudniejszy. Czasami wystarczy wyjaśnienie jednego polecenia albo wykonanie pierwszego przykładu razem, żeby dalsza praca stała się możliwa.

Telefon nie musi być przyczyną problemu, ale potrafi go wzmacniać

Telefon, gry i media społecznościowe oferują natychmiastową nagrodę. Praca domowa daje ją znacznie później.

Jeżeli oba wybory znajdują się obok siebie, trudniejsza aktywność zaczyna z jeszcze gorszej pozycji.

Dlatego ciągłe oczekiwanie, że dziecko samodzielnie będzie ignorować powiadomienia i atrakcyjne treści podczas nauki, może być mało realistyczne.

Przy trudniejszych zadaniach telefon można odłożyć poza zasięg ręki na określony czas. Ważne, aby zasada była ustalona wcześniej, a nie pojawiała się jako kara w środku konfliktu.

Nie chodzi o całkowity zakaz korzystania z elektroniki. Chodzi o stworzenie warunków, w których rozpoczęcie mniej atrakcyjnego obowiązku jest prostsze.

Ciągłe przypominanie może stworzyć odwrotny efekt

Rodzic przypomina o pracy domowej o 16:00.

Potem o 16:20.

O 17:00 pyta ponownie.

O 18:00 pojawia się kłótnia.

Po pewnym czasie dziecko może nauczyć się, że nie musi samodzielnie pamiętać o zadaniu, bo ktoś i tak będzie prowadził je przez cały proces.

Rodzic staje się zewnętrznym systemem zarządzania obowiązkami.

Na krótką metę działa — zadanie zostaje wykonane. Na dłuższą może utrudniać rozwijanie samodzielności.

Dlatego zamiast dziesięciu przypomnień lepiej ustalić wcześniej konkretny moment rozpoczęcia i jeden sposób sprawdzania postępu.

Widoczny plan jest skuteczniejszy niż lista w głowie

Dziecko wraca ze szkoły i ma zrobić matematykę, przeczytać lekturę, przygotować rzeczy na basen i nauczyć się słówek.

Jeżeli wszystkie te obowiązki istnieją tylko jako seria poleceń wypowiadanych przez rodzica, łatwo stracić nad nimi kontrolę.

Prosty plan zapisany na kartce pozwala zobaczyć, że lista ma początek i koniec.

Może wyglądać tak:

  1. obiad i odpoczynek,
  2. matematyka — 20 minut,
  3. przerwa,
  4. słówka — 15 minut,
  5. spakowanie torby na basen,
  6. czas wolny.

Dziecko może skreślać wykonane punkty i widzieć, że obowiązków stopniowo ubywa.

Materiał zawiera linki afiliacyjne. Możemy otrzymać prowizję za zakup dokonany po przejściu przez taki link. Nie wpływa to na cenę produktu dla kupującego.

Przy dziecku, które dobrze reaguje na plan widoczny dla całej rodziny, można wykorzystać planer tygodniowy suchościeralny A4. Nie rozwiąże on odkładania sam w sobie, ale może ułatwić rozbicie większych obowiązków na konkretne dni i ograniczyć sytuacje, w których termin „nagle” pojawia się wieczorem przed oddaniem pracy.

Drugim pomocnym narzędziem bywa wizualny minutnik dla dzieci. Szczególnie młodszemu dziecku łatwiej zrozumieć informację „pracujemy do końca tego odcinka czasu” niż abstrakcyjne „masz jeszcze 20 minut”. Takie rozwiązanie ma sens wtedy, gdy timer pomaga rozpocząć pracę, a nie staje się kolejnym źródłem presji.

Metoda „tylko 10 minut” zmniejsza opór przed początkiem

Jeżeli dziecko zdecydowanie nie chce zacząć, można umówić się na krótki czas pracy.

Nie:

„siedzisz, dopóki wszystkiego nie skończysz”

ale:

„zaczynamy od 10 minut pełnego skupienia”.

Po tym czasie można zrobić krótką przerwę albo zdecydować, czy dziecko jest już w stanie kontynuować.

Często największy opór występuje przed rozpoczęciem. Kiedy zadanie jest już otwarte i pierwsze punkty wykonane, jego dokończenie wydaje się znacznie mniej trudne.

Trzeba jednak uważać, żeby każda sesja nie kończyła się długą nagrodą. Dziesięć minut nauki i godzina gry szybko przestają być skuteczną strukturą.

Przerwa po szkole jest potrzebna, ale dobrze określić jej koniec

Dziecko nie musi rozpoczynać pracy domowej w chwili przekroczenia progu mieszkania.

Po kilku godzinach lekcji może potrzebować jedzenia, odpoczynku i chwili bez kolejnych wymagań.

Problem zaczyna się wtedy, gdy odpoczynek nie ma żadnej granicy.

„Najpierw odpocznij” łatwo zamienia się w dwie godziny telefonu, a później pojawia się pośpiech.

Lepsza zasada może brzmieć:

„Po obiedzie masz 45 minut dla siebie, a o 16:30 zaczynasz zadania”.

Nie chodzi o to, że właśnie 45 minut będzie odpowiednie dla każdego dziecka. Ważne jest wyraźne przejście pomiędzy odpoczynkiem a kolejną częścią dnia.

Duże zadanie trzeba zamienić w pierwszą konkretną czynność

„Naucz się historii” jest bardzo nieprecyzyjne.

Co dokładnie dziecko ma zrobić?

Przeczytać temat? Zrobić notatkę? Powtórzyć daty? Odpowiedzieć na pytania?

Im mniej jasne zadanie, tym łatwiej je odkładać.

Lepsze polecenia są konkretne:

  • przeczytaj trzy pierwsze strony,
  • wypisz pięć najważniejszych dat,
  • odpowiedz na pytania pod rozdziałem,
  • sprawdź, czego nie potrafisz wyjaśnić własnymi słowami.

Dzięki temu dziecko wie nie tylko, że ma „się uczyć”, ale również od czego zacząć.

Nagroda może pomagać, ale nie powinna być jedynym powodem działania

System „zrób lekcje, dostaniesz grę” może przynieść szybki efekt, szczególnie przy konkretnym krótkoterminowym problemie.

Jeżeli jednak każde zwykłe zadanie wymaga osobnej nagrody, dziecko może zacząć oczekiwać zapłaty za podstawowe obowiązki.

Lepszym rozwiązaniem jest naturalna kolejność dnia:

najpierw obowiązki, potem swobodny czas.

Dziecko nie wykonuje matematyki po to, aby „zarobić” telefon. Po prostu po wykonaniu obowiązków może przejść do części dnia, którą samo wybiera.

Przy bardziej wymagających zmianach zachowania dodatkowe systemy motywacyjne mogą być przydatne, ale dobrze stosować je świadomie i czasowo.

Kara za zwlekanie często pojawia się za późno

Dziecko odkłada projekt przez tydzień. W czwartek wieczorem zaczyna pracować, rodzic się denerwuje i odbiera telefon na cały weekend.

Problem polega na tym, że kara następuje dopiero po serii wcześniejszych decyzji, których nikt nie próbował zmienić.

Znacznie więcej można osiągnąć na początku tygodnia:

„Masz projekt na piątek. Jak podzielimy go na cztery małe etapy?”

To przenosi uwagę z konsekwencji spóźnienia na zarządzanie zadaniem.

Nie oznacza to, że konsekwencje nie są potrzebne. Powinny jednak być przewidywalne i powiązane z zachowaniem, a nie wynikać z frustracji dorosłego.

Kiedy warto pozwolić dziecku ponieść konsekwencje?

Rodzic nie zawsze powinien ratować sytuację.

Jeżeli nastolatek zapomniał przygotować na czas niezbyt ważnego zadania, automatyczne pisanie usprawiedliwienia, nocna pomoc w przygotowaniu projektu albo dowożenie zapomnianych rzeczy może nauczyć go, że ostatecznie ktoś usunie konsekwencje.

Czasami niewielka, bezpieczna konsekwencja jest wartościową informacją.

Nie dotyczy to sytuacji, w których konsekwencja byłaby nieproporcjonalna, poniżająca albo mogłaby realnie zaszkodzić dziecku. Chodzi raczej o pozostawienie przestrzeni na doświadczenie skutków zwykłego braku organizacji.

Nie każde dziecko potrzebuje tego samego systemu

Jedno dziecko świetnie działa z listą zadań.

Drugie ignoruje ją po dwóch dniach, ale dobrze reaguje na plan godzinowy.

Trzecie potrzebuje widocznego minutnika.

Czwarte nie ma problemu z czasem, tylko z lękiem przed trudnym zadaniem.

Dlatego kupienie planera, ustawienie aplikacji czy wprowadzenie harmonogramu nie jest jeszcze rozwiązaniem.

Najpierw trzeba ustalić mechanizm problemu.

Jak rozpoznać, dlaczego dziecko odkłada?

Przez kilka dni warto obserwować moment, w którym zaczyna się zwlekanie.

Jeżeli dziecko odkłada głównie trudne przedmioty, problemem może być brak pewności lub trudność z materiałem.

Jeżeli odkłada wszystkie obowiązki bez wyjątku, większe znaczenie może mieć organizacja, przechodzenie między aktywnościami albo kontrola impulsów.

Jeżeli długo przygotowuje się do rozpoczęcia, ale później pracuje spokojnie, największą barierą jest prawdopodobnie sam start.

Jeżeli siada do pracy szybko, ale co chwilę ją przerywa, problem dotyczy raczej utrzymywania uwagi.

Jeżeli odkładaniu towarzyszy silny lęk, płacz, bóle brzucha albo przekonanie „i tak sobie nie poradzę”, nie warto sprowadzać sytuacji do dyscypliny.

Kiedy zwykłe odkładanie może wymagać większej uwagi?

Prokrastynacja zdarza się praktycznie każdemu dziecku i sama w sobie nie świadczy o zaburzeniu.

Większej uwagi wymaga sytuacja, gdy trudności są przewlekłe, występują w wielu obszarach życia i wyraźnie utrudniają codzienne funkcjonowanie.

Sygnałami mogą być między innymi:

  • ciągłe zapominanie o podstawowych obowiązkach mimo wielu prób organizacji,
  • bardzo duża trudność w rozpoczęciu praktycznie każdego zadania,
  • regularne niedotrzymywanie terminów,
  • częste gubienie potrzebnych rzeczy,
  • znaczne problemy z koncentracją,
  • bardzo silne reakcje emocjonalne na zwykłe obowiązki,
  • pogarszające się funkcjonowanie szkolne,
  • duży lęk związany z oceną lub możliwością popełnienia błędu.

Takie zachowania mogą mieć wiele przyczyn. Nie należy na ich podstawie samodzielnie stawiać diagnozy. Jeśli problem wyraźnie wpływa na życie dziecka, rozmowa z wychowawcą, pedagogiem, psychologiem lub innym odpowiednim specjalistą może pomóc ustalić, co się dzieje.

6 błędów rodzica, które mogą utrwalać odkładanie

1. Powtarzanie polecenia kilkanaście razy

Dziecko uczy się, że pierwsze przypomnienia nie wymagają reakcji.

2. Robienie trudnej części za dziecko

Zadanie zostaje wykonane, ale dziecko nie ćwiczy samodzielnego radzenia sobie z problemem.

3. Ustalanie zbyt dużych bloków pracy

„Teraz dwie godziny lekcji” brzmi znacznie trudniej niż kilka konkretnych etapów.

4. Brak stałego momentu rozpoczęcia

Jeżeli każdego dnia obowiązki zaczynają się „kiedyś później”, łatwiej je przesuwać.

5. Krytykowanie charakteru zamiast zachowania

„Jesteś leniwy” nie wskazuje sposobu rozwiązania problemu. „Projekt został rozpoczęty za późno, więc następnym razem podzielimy go na trzy etapy” jest konkretną informacją.

6. Ratowanie każdego spóźnionego zadania

Dziecko nie ma okazji zobaczyć związku między odkładaniem a jego naturalnymi konsekwencjami.

Plan na najbliższy tydzień zamiast kolejnej kłótni

Nie trzeba od razu przebudowywać całego życia rodzinnego.

Na początek wybierzcie jeden powtarzający się problem, na przykład odkładanie pracy domowej.

Następnie ustalcie:

  1. o której zwykle zaczyna się nauka,
  2. co dziecko robi przed rozpoczęciem,
  3. gdzie podczas pracy znajduje się telefon,
  4. jakie zadanie wykonywane jest jako pierwsze,
  5. jak duży jest pierwszy blok pracy,
  6. kiedy rodzic sprawdza efekt.

Przez tydzień nie zmieniajcie zasad każdego dnia.

Po kilku dniach łatwiej ocenić, czy problemem był brak struktury, zbyt długie zadania, rozpraszacze czy coś innego.

Najważniejszym celem nie jest wychowanie dziecka, które nigdy niczego nie odkłada. Dorośli również tego nie potrafią. Chodzi o stopniowe nauczenie go rozpoznawania momentu, w którym zaczyna unikać zadania, dzielenia pracy na mniejsze części i rozpoczynania jej zanim pojawi się presja ostatniej chwili.

Dobra organizacja nie polega na tym, że rodzic zawsze pamięta za dziecko. Jej celem jest sytuacja, w której z czasem rodzic może przypominać coraz mniej, bo dziecko coraz lepiej potrafi zarządzać własnymi obowiązkami.

Avatar photo
Autor artykułu

Marcin

Marcin — redaktor serwisu CiekawyNews.pl. Przygotowuje praktyczne artykuły poradnikowe i informacyjne z zakresu technologii, finansów, zdrowia, nauki, motoryzacji oraz codziennych spraw. Stawia na prosty język, czytelną strukturę i treści, które pomagają szybko zrozumieć temat.

Udostępnij ten artykuł

Dodaj komentarz